piątek, 29 listopada 2013

Być jak Madame Chic

Chociaż recenzje książek pojawiają się w Literackim Zakątku, to jednak teraz postanowiłam zrobić wyjątek i zaprezentować książkę, której tematyka jak najbardziej pasuje do tego miejsca. Na ogół nie przepadam za poradnikami i nie czytam ich. "Lekcje Madame Chic"  zbierały jednak tak dobre opinie,że postanowiłam przeczytać. O francuskim stylu bycia i życia napisano już wiele:  o eleganckich paryżankach pijących non stop wodę, o ich eleganckim stylu ubierania, o szczupłych sylwetkach. Ponieważ mojej mamy siostra wyszła za mąż za Francuza i mieszka tam dwadzieścia lat, mam możliwość obserwowania francuskiego stylu bycia i ich słynnej elegancji. 


Książkę czytałam w wakacje, kiedy była moja ciocia u mnie i na bieżąco komentowałyśmy co jest prawdą, a co nie...Postanowiłam zebrać dla Was najciekawsze fragmenty wspomnianej pozycji, dodając swój komentarz:-) 

Autorka - Amerykanka Jennifer L. Scott, będąc studentką wyjechała na okres kilku miesięcy do Francji i zamieszkała u rodziny państwa Chic (nazwisko zmienione). Była to rodzina zamożna, o dobrym pochodzeniu, co oczywiście przekładało się na zwyczaje panujące w ich domu. Wspólne śniadania i kolacje (trzy dania) były tradycją, której każdy przestrzegał. Nikt nie jadł w biegu, bowiem był to czas na rozmowę. Nie zdarzało się, żeby nawet ich syn wybiegał z kanapką w domu. To pierwsza zasada, krórą staram się wprowadzić w swoim domu. Oczywiście nie jest to regułą, bo czasem są takie dni, że jest to niemożliwe, jednak staram się, aby wspólne posiłki stały się tradycją.



Francuzi celebrują jedzenie!

I to potwierdziła moja ciocia. Posiłek to okazja do długich rozmów, ale nie plotek! Poza tym jedzą dobrze, zdrowo, często  ze świeżo kupionych produktów. Madame Chic codziennie robiła mniejsze zakupy, unikając w ten sposób dużych marketowych zakupów, podczas których pewnie wydamy trzy razy tyle, bo kolejne alejki kuszą. W naszym domu zakupy robi mój mąż, który dostaje ode mnie konkretną listę. Nigdy nie kupuje nic więcej. Wydajemy przez to naprawdę mniej:-) 

Tajemnica szczupłej sylwetki Francuzek? Proste! One nie podjadają i to naprawdę jest prawda! Dobrze skomponowane posiłki, oparte na zdrowych, wartościowych produktach powodują, że nie ma potrzeby ciągłego biegania do lodówki. Przed ochudzaniem było to moją zmorą, czasem  w ciągu godziny trzy razy zaglądałam do lodówki i zdarzało się, że laska kiełbasy była zjedzona. (bo ja nie do słodyczy mam słabość, ale do kiełbasy właśnie:-) Czasem jeszcze mi się to zdarzy, ale potrafię się kontrolować. 


Autorka przytacza kolejne rady: nie jedz w biegu, ale przede wszystkim pozwól sobie na głód. Zdecydowanie docenimy wtedy dobry posiłek, nie oznacza to jednak, że mamy jeść wykwitnie i bogato. W domu Madame Chic czasem kolacja składała się z dobrze przyrządzonej sałaty z kawałkami wędliny. Ważne, aby w domu mieć takie składniki, które pozwolą nam zawsze coś wymyśleć. Jedzenie podane jest elegancko, bo w zasadzie czemu masz nie korzystać częściej ze swojej ładnej zastawy? 

Moja ciocia potwierdziła, że Francuzi nie jedzą na stojąco. Nigdy nie łączą czynności chodzenia i jedzenia jednocześnie. W Paryżu robią to tylko turyści...Jestem zauroczona ulicznymi kawiarniami na każdej, nawet najmniej przyjemnie wyglądającej ulicy. Ale wyjście do restauracji nie oznacza, że Francuzki rzucają się łapczywie na jedzenie i jedzą trzy razy tyle co w domu. Pozwólcie, że przytoczę tu małą anegdotkę. Podczas naszego wakacyjnego pobytu w Pradze, mieliśmy wykupione w hotelu śniadanie typu szwedzki stół. Oczywiście wybór był ogromny, kiełbasy, pasztety, nawet makaron, dżemy, płatki, owoce, ciasta, nabiał, wszelakie napoje. Ponieważ to był czas mojej diety ograniczyłam się do dosyć skromnego zestawu, ale mój mąż spróbował chyba wszystkiego...Czyli zrobił coś, czego Francuzka by nie zrobiła. Dla niej śniadanie w hotelu nie jest powodem, aby rezygnować ze swoich zwyczajów. Moja ciocia zresztą opowiadała, że kiedy uczestniczyła w przyjęciu, gdzie było mnóstwo ciast, wszystkie Francuzki zjadły po jednym kawałku, a ona spróbowała co najmniej kilku. Identyczna sytuacja opisana jest w książce.



Niech aktywność fizyczna stanie się częścią życia, a nie przykrym obowiązkiem. 

Wybieraj schody zamiast windy, wysiądź przystanek wcześniej i pokonaj go pieszo, robiąc codzienne zakupy zrezygnuj z auta, a ponieważ robisz je cześciej nie są one duże. Sprzątaj energiczniej. Poznaj swoją okolicę. Jeśli nie jesteś typem sportowca, poćwicz chociaż 10 minut dziennie przy energicznej muzyce:-) Jennifer pisze - nie popadaj w lenistwo! Podpisuję się pod tym w 100 %, odkąd ćwiczę mam zdecydowanie większą energię:-) 


Zasada dziesięciu rzeczy.

Autorka wspomina jak pierwszego dnia chciała rozpakować swoje dwie ogromne walizki wypchane ubraniami, a do dyspozycji miała tylko małą szafę. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Madame Chic stosowała zasadę dzisięciu rzeczy, której oczywiście nie należy brać dosłownie, ale głównie chodzi o to, aby w swojej szafie mieć po prostu kilka dobrych gatunkowo rzeczy. Tę zasadę stosuje moja ciocia. Jej szafa z pewnością spodobałyby się Perfekcyjnej Pani Domu. Ma dwa dobre swetry, trzy elegnackie bluzki, jedną porządką torebkę i np. dwie pary spodni. Wszystko dobrej jakości i naprawdę zawsze wygląda świetnie. I o to właśnie chodzi z tą całą Francją Elegancją. Kobiety nie są przestrojone, nie noszą codziennie innego zestawu, ich szafy nie są wypchane tysiącem bluzek. One są po prostu ubrane elegancko, ale i skromnie. 
Jennifer radzi, aby zrobić czystki w swojej szafie ( ja już je zrobiłam) i zostawić naprawdę tylko to, co jest nam potrzebne. Znajdź swój styl!

Podobnie postępuj z makijażem. Dobierz odpowiednie produkty i niech będą one dobrej jakości, a wtedy nie potrzebne będą Ci kolejne lakiery, szminki, tusze i pudry. Pisałam o tym w tym poście

Madame Chic, podobnie jak inne Francuzki dba o swoję cerę. Pij w związku z tym dużo wody, zdrowo się odżywiaj, ogranicz alkohol i kup najlepsze kosmetyki, na jakie Cię stać, a czsem skuś się na wizytę u kosmetyczki.


Kolejna zasada, która bardzo mi się spodobała to zawsze wyglądaj porządnie. Madame Chic i jej mąż zawsze wyglądali porządnie. Najpierw autorka myślała, że w sobotni poranek tak się ubrali z okazji jej przyjazdu. Potem okazało się, że oni po prostu tak już mają:-) Czyste, wyprasowanie spodnie, schludna koszula pana domu, klasyczny, ale skromny styl Pani Chic sprawiał, że zawsze wyglądali świetnie.  Ja nie noszę w domu starych, znoszonych ubrań, podartych kapci, czy wyciągniętych bluz. Autorka radzi, aby nawet w podróży wyglądać dobrze, podobnie jest ze snem. Kiedyś spałam w zwykłych koszulkach, ale odkąd jestem mężatką, zawsze śpię w koszuli nocnej bądź piżamie. 

Mogłabym tak pisać i pisać, bo nie doszłam nawet do połowy książki, a przepełniona jest ona świetnymi radami Jennifer. W kolejnych rozdziałach jest mowa o manierach, zachowaniu w towarzystwie, używaniu pięknego języka, porządku w mieszkaniu, rozwijaniu własnej osobowości. - po prostu o eleganckim życiu. 

Naprawdę polecam "Lekcje Madame Chic" - gwarantuje Wam, że więcej nie zjecie chipsów przed telewizorem w starym, zniszczonym dresie. Bo przecież mamy jedno życie i dlaczego nie uczynić je lepszym i eleganckim?

niedziela, 24 listopada 2013

Instagramowy przegląd ostatniego miesiąca

Witajcie po dłuższej przerwie,

Na wszystkich blogach już przygotowania świąteczne, a u mnie tymczasem generalny remont łazienki, który trwa już 1,5 tygodnia i końca nie widać...Bałam się okropnie tego momentu, na szczęście nie jest, aż tak źle. Co prawda dezorganizuje to życie i codzienne funkcjonowanie, ale nasz pan remontujący stara się, aby było to jak najmniej uciążliwie, a do tego każdego dnia, jak wracam do domu mam wymytą podłogę...To chyba rzadkość, dlatego cieszę się, że trafiliśmy na taką osobę:-) Póki co, nowa wanna zajmuje mi obecnie cały salon:-) Dlatego na razie przygotowywanie jakichkolwiek postów jest niemożliwe, żeby jednak nie wypaść całkiem z rytmu postanowiłam zmiksować instagramowe zdjęcia.


1. Moje dzisiejsze drugie śniadanie.
2. Nowy Glossybox - pudełko zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, prawie wszystkie pełnowymiarowe produkty, naprawdę zastanawiam się nad kolejnym:-)
3. Rzeczy, bez których ostatnio nie wychodzę z domu:-)
4. Szlafrok, który już znacie i moja nowa mania - piżamy. Ta jest z H&M, ale podczas ostatniej wizyty przepadłam w sklepie Oysho i zakupiłam cudną w kratę, którą pewnie Wam pokażę:-)


4. Obiad, na który ostatnio się skusiłam, w restauracji Breadnia na Piotrkowskiej (zdjęcie 5)
5. Wystrój świetny! Lampy mnie totalnie urzekły:-) Jeden minus za fakt podania kawy razem z zupą i tartą.
6.Obowiązkowa wizyta w Starsbucks w Warszawie.
7. Moje odkrycie, czyli mrożone jogurty z owocami. Nareszcie mogę zjeść coś słodkiego w galerii handlowej, co nie jest mega kaloryczne:-)


9. I troszkę mnie:-) Moja nowa fryzura.
10. Pobyt w Warszawie musiał się tak zakończyć:-) Co kupiłam mam nadzieję, że uda mi się niedługo pokazać.
11. Szybkie zdjęcie przed pracą.
12. Mój ulubiony lakier do paznokci jesienią.
13. Nowa sukienka.
14. Postanowiłam podejść profesjonalnie do ćwiczeń i zakupiłam fachową prasę:-)

To by było na tyle:-) Trzymajcie kciuki za szybkie skończenie remontu...
Miłego nadchodzącego tygodnia!

poniedziałek, 11 listopada 2013

Polski świąteczny poranek po amerykańsku:-)

Dzień dobry:-)

Po pierwsze muszę zwrócić Waszą uwagę na mój nowy banerek, który tradycyjnie zrobiła dla mnie Karolina z bloga Moje Manderlay.To kolaż naszych wspólnych zdjęć, ujęty w taką formę jaka najbardziej mi się podoba! Dziękuję Ci bardzo!

Nie ukrywam,że możliwość zjedzenia śniadania w łóżku zawsze wprawia mnie w dobry nastrój:-) Dziś w końcu nadarzyła się taka okazja, a domowe pancakes to dobry wybór na smaczne rozpoczęcie dnia. Smakują mi bardziej niż typowe naleśniki, a podane z syropem klonowym i truskawkami to już prawdziwe niego w gębie:-) Przepis znalazłam u Liski. 



          Jestem w pełni przygotowana na zimowe poranki, w końcu znalazłam odpowiedni szlafrok:-)



A to ja po przebudzeniu, zanim nałożę na siebie to wszystko co pokazałam w poprzednim, kosmetycznym poście:-)


Miłego dnia Moi Drodzy:-)