Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 marca 2018

Wiosenny Toruń

Ten marcowy, ciepły weekend to była chyba nagroda za przedłużającą się zimę i chociaż jestem jej największą fanką, to jednak gdzieś tam skrycie i ja marzę już o ciepłych wieczorach, zielonej trawie,promieniach słońca, a przede wszystkim o  nieubieraniu moich dzieci w kurtki, kombinezony bo zanim wszyscy jesteśmy gotowi do wyjścia, to ja już mam zazwyczaj dosyć...

Dlatego kiedy pan od prognozy zapowiadał uparcie ponad 15 stopni, wiedziałam, że musimy to wykorzystać i gdzieś w końcu pojechać. Pomysłów było kilka i jeszcze podczas śniadania wahaliśmy się nad ostatecznym kierunkiem. W końcu padło na Toruń. To miasto podczas naszej poprzedniej wizyty zrobiło na mnie ogromne wrażenie.  Pomyślałam, że to idealne miejsce do studiowania i mieszkania. Atmosfera, architektura, historia i oczywiście słynne lody od Lenkiewicza poprawione toruńskim piernikiem to mieszanka dla mnie wymarzona. Dlatego zapakowaliśmy dwójkę maluchów, dwa wózki i pojechaliśmy. 

Z dziećmi to jednak już trochę inne zwiedzanie, bo w zasadzie takiego nie było. Po prostu spacerowaliśmy, siedzieliśmy na ławkach w słońcu, robiliśmy przerwy na karmienie Adasia, a kiedy dzieci spały po prostu spacerowaliśmy i chłonęliśmy atmosferę, która ponownie mnie urzekła! 

















I już przebieramy nogami na następne wyjazdy, kilka takich krótkich wycieczek mamy już zaplanowane, ale w maju czeka nas pierwszy, dłuższy wyjazd w czwórkę:-)

piątek, 29 września 2017

Zatrzymać lato we wspomnieniach...

Dziękuję za tak ciepłe przyjęcie! Te wszystkie słowa, które napisaliście dodały mi skrzydeł i kiedy teraz zasiadam, aby napisać nowy post, czuję znowu wielką radość:-)

Koniec września, kalendarzowa jesień, zimniejsze poranki i wieczory, szum liści pod stopami, jeszcze ciepłe promienie słońca, ale też deszczowe dni i myśl o najpiękniejszym miesiącu w roku - czyli październiku. Te drobiazgi cieszą  bardzo i staram się łapać każdą chwilę...Ta jesień będzie wyjątkowa, dlatego niech trwa, niech daje i te piękne momenty, ale też te szare i ponure, taka jej uroda i nikt tego nie zmieni, jedynie nasze nastawienie może wiele zdziałać.

I jestem jednocześnie zaskoczona, że to już, bo nasze przedłużone wakacje  u babci trwają w najlepsze, remont ciągnie się w nieskończoność, a my z Alą czujemy się nadal jakby to był sierpień. I choć myślami urządzam pokoje, planuję zmiany, to jednocześnie dni mają swój wolny rytm, który wcale nie chce przyspieszyć. Wiem, że za chwilę wpadnę w wir porządków, potem przygotowanie Synkowego kącika, a potem już tylko czekanie na poród. Dlatego dziś chcę jeszcze wrócić do wakacji, mieć je tutaj w formie pamiętnika i pamiętać na długo. 



Ciąża ma swoje przywileje, możesz bezkarnie wypoczywać na hamaku i nikt nie ma pretensji,  a tej małej Dziewczynce energii nie brakuje, więc każdy miał co robić:-)



To nie były wyjazdowe wakacje, ale udało nam się odwiedzić miejsca, w których spędzałam wakacje jako dziecko. Nad Wartę jeździliśmy rowerami, to zaledwie parę kilometrów i spędzaliśmy tam cały dzień. 

Lato to czas, kiedy najprostsze jedzenie smakuje najlepiej. 


Zwykłe zabawy, które wszystkim dają dużo radości. 




Ala zdecydowanie darzy Cerbera wielką miłością, a on wszystkie jej pomysły znosi ze stoickim spokojem, chociaż czasem chyba ma już dosyć...


          Z każdym kolejnym  dniem sierpnia można było już jednak poczuć oddech jesieni....na którą bardzo czekałam. 



Za dwa dni wracamy do naszego domu, kończy się nasz wakacyjny czas, ale po ostatnim szalonym roku szkolnym myślę, że zasłużyliśmy na niego. Starałam się wykorzystać każdą chwilę, było dużo spotkań, spacerów, przeczytanych książek, a remontowe problemy zostawiam już teraz daleko za sobą. Jestem gotowa jesieni wyjść na przeciw. 

wtorek, 27 sierpnia 2013

Bo "Życie jest podróżą"...

Kiedy opuszczaliśmy Hvar, dzień dopiero się zaczynał...


przed nami była długa droga, aż na północ Chorwacji, na półwysep Istria. Początkowo nasz urlop miał ograniczyć się do pobytu na wyspie, a następnie weekend w Pradze. Na nasze szczęście (!) znaleźliśmy nocleg tylko na 7 dni. Zastanawialiśmy się czy szukamy dalej, czy wracamy wcześniej do domu. Odpowiedź przyszła wraz z lekturą książki Mimi i Sebastaina - "Życie jest podróżą". Najpierw przeczytałam ja, potem Artur i decyzja zapadła. Jedziemy na Istrię, a przewodnikiem uczynimy wspomnianą książkę. 
 Nasza trasa wyglądała następująco: Hvar- Split - Grožnjan - Piran- Triest - Praga. Po drodze udało nam się  przejechać przez zaspany jeszcze Wiedeń i nacieszyć nim oczy:-). Zresztą sam Wiedeń to jedno z moich ukochanych miast, mogłabym tam zamieszkać od razu:-) 

Istria zachwyciła mnie od pierwszych chwil. Po kamienistym południu Chorwacji i stromych zboczach, tutaj spotkamy łagodny, zielony krajobraz. W niezwykle miłej dla oka atmosferze dojechaliśmy na szczyt, gdzie leży miasteczko Grožnjan. To naprawdę inny świat. Senne, spokojne miasteczko, z małą ilością turystów. Wszędzie wąskie uliczki, galerie artystyczne i oczywiście trufle, które zakupiliśmy. Mimi pisze"Panuje tu specyficzny spokój, który szybko nam się udziela" i coś w tym jest!
 



Centralnym punktem jest plac, przy którym stoi kościół. Tuż obok znajduje się kawiarnia, o której pisze Mimi, że to jeden z najpiękniejszych ogródków w jakich była. Nie sposób się nie zgodzić. 



Skąpane w zachodzącym słońcu proste stoliki i krzesła, mnóstwo zieleni, a przede wszystkim widok, który mnie od razu kojarzył się z Toskanią. Można pić kawę i siedzieć tam cały dzień...


To zdecydowanie najjaśniejszy punkt naszej wyprawy...już dawno nie widziałam tak magicznego miejsca...i też słyszeliśmy muzykę...


Bardzo nie chciałam stamtąd wyjeżdżać, jednak czas gonił. Spaliśmy zaraz obok, w Buje, którego niestety nie mam żadnych zdjęć, ale miało ono bardzo włoski klimat...
A już następnego dnia, Słowenia przywitała nas deszczem...



Trochę utrudniło nam to zwiedzanie, ale można się zakochać!




Miło było chodzić uliczkami Piranu i rozpoznawać budynki ze zdjęć Mimi.


 Niestety deszcz zaczął padać coraz mocniej, dlatego wypiliśmy kawę i udaliśmy się  w drogę...


Następny na liście był Triest. To niesamowite, że wystarczy przejechać 30 km, przekroczyć granicę i znaleźć się w zupełnie innym miejscu. Triest mimo że to nadmorskie miasto, zupełnie różni się od Piranu czy chorwackich miasteczek. Widać, że jesteśmy już we Włoszech. Przede wszystkim mężczyźni zachwycają elegancją! Widziałam mnóstwo starszych ludzi, elegancko ubranych pijących kawę w kawiarniach. U nas taki widok to rzadkość:-( To miasto tętni życiem, kawiarnie są wypełnione i myślę, że większość to mieszkańcy, nie turyści.
Ponieważ była już pora obiadu nasze kroki od razu skierowały się w stronę:


Mimi nazywa to miejsce swoim odkryciem kulinarnym. Potwierdzam, było pysznie! Spokojne wnętrze, klimatyczna muzyka i dobre jedzenie! Kiedy pokazaliśmy kelnerowi w jaki sposób do nich trafiliśmy zaczęło się istne szaleństwo: kelner aż dostał ciarek...biegał z książką po całym lokalu, pokazując innym pracownikom i szefowej i gościom, robił zdjęcia:


Przed samym wyjazdem wstąpiliśmy jeszcze do innej kawiarni na herbatę, gdzie spotkaliśmy właścicielkę Zoe Food i jak się potem okazało projektantkę wnętrza, która praktycznie się popłakała jak zobaczyła zdjęcia w książce. Pochodzi z Gwatemali, a na jednym ze zdjęć z Przewodniku jest jej mąż- Pakistańczyk. 
To były bardzo wzruszające chwile...
Oczywiście byliśmy w sklepie z kuchennymi przydasiami, który Mimi opisuje. Oprócz nas już prawie nikt się nie mieścił, a ilość zgromadzonych rzeczy przeraża...

Potem była jeszcze kawa w Cafe Malabar:

i spacer po Trieście...i ostatnia herbatka...


bo przed nami 800 km drogi, aż do samej Pragi.

Nie mam niestety za dużo zdjęć samej Pragi, bo ilość turystów zdecydowanie to utrudniła. Tylu nie widziałam nawet w Rzymie czy Paryżu! Przy słynnej Złotej Uliczce nie dało się zrobić żadnego...bo wszędzie turyści. Zazwyczaj Japończycy, którzy teraz już nie robią zdjęć małymi aparatami, ale tabletami i zasłaniają widok. Kiedy popatrzyłam, to robią oni zdjęcia wszystkiemu z każdej możliwej perspektywy. Ja nawet nie wyciągnęłam aparatu w wielu miejscach...Poniżej przykład ilustrujący ilość osób.


Udało nam się jednak wybrać późnym wieczorem na Małą Stranę i Hradczany. Ulice były puste, trafiliśmy do świetnego pubu i taka Praga nas oczarowała.

Wspomniany pub - polecam! 
 



Praga była na liście moich marzeń od kilku lat. Bardzo żałuję, że nie dane było mi jej naprawdę posmakować. Na szczęście poruszaliśmy się głównie pieszo, a do hotelu dojeżdżaliśmy tramwajem i dzięki temu zobaczyliśmy wiele ciekawych uliczek oddalonych od głównych atrakcji turystycznych. Wyjechaliśmy z pewnym niedosytem, ale mój mąż powiedział "Wrócimy tu i to szybciej niż myślisz" Trzymam go za słowo! Mam już pomysł na zwiedzanie, śladami czeskich pisarzy i poetów.
Za nami wspaniałe wakacje! Dziękuję Mimi, że dzięki niej trafiłam w tyle niezwykłych miejsc, przede wszystkim za Grožnjan.

Mam nadzieję, że ktoś wytrwał do końca:-) ?

Moi Drodzy, a ja wraz z następnym postem wracam do tematów wnętrzarskich. Pokażę odmienioną kuchnię i sypialnię:-) A potem będzie też troszkę sportowo:-)

Pozdrawiam, Ola