Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lipca 2013

Inspiracje

Uwielbiam przeglądać strony sklepów z wyposażeniem wnętrz. Mój mąż mówi, że to już uzależnienie. Większość rzeczy pozostaje oczywiście w sferze marzeń, ale robię swoje prywatne listy i może kiedyś one się zrealizują. Dziś przygotowałam kolaże, które odzwierciedlają mój stan duszy. Jestem przerażona co prawda remontem łazienki, nie wiem jak logistycznie rozwiązać wiążące się z tym niedogodności, to jednak w wyobraźni widzę już ją urządzoną i pełną dodatków. Sama łazienka będzie bardzo prosta, białe kafle tylko w okolicy umywalki i wanny,  beżowe ściany, drewniane, bielone dodatki. W poszukiwaniu inspiracji śledzę różne strony.

Najpierw Zara Home i moje marzenia łazienkowe:


Miękkie ręczniki, eleganckie pudełka, kosze wiklinowe, delikatna nuta perfum, przytulny chodnik i zestaw łazienkowy.

Kolejne pomieszczenie, które czeka na nowości to sypialnia:


Uwielbiam eleganckie pudełka na biżuterię, do tego miękki pled i szlafrok:-)

Wszystko to jednak pozostaje w sferze marzeń, a możliwa rzeczywistość wygląda tak:



To oczywiście Ikea, która nigdy mnie nie zawodzi, jeśli chodzi dodatki.

Z rozpędu przygotowałam też kuchenne akcesoria, które chętnie widziałabym w swojej kuchni:

Wszystkie, oprócz pojemnika z przepisem na naleśniki pochodzą z Ikea. 

No i rozmarzyłam się:-) 

Co myślicie o moich wyborach? 

czwartek, 2 maja 2013

Wiosenna dieta -cześć pierwsza

Dziś pierwszy zapowiadany post, który postanowiłam poświęcić diecie. Od razu muszę napisać, że nie jestem na żadnej konkretnej diecie, bo po pierwsze nie mam czasu aby skrupulatnie przestrzegać rygorów i jeść dokładnie to co jest zalecone. Stworzyłam swój własny jadłospis, który pozwolił mi schudnąć w miesiąc dwa kg, ale co najważniejsze nie głoduję, bo będąc głodną nie potrafię pracować i myśleć. Zanim przejdę do szczegółów i przepisów, to podam Wam ogólne zasady mojej diety i najważniejsze zmiany, które wprowadziłam. I pewnie nie będzie w tym nic odkrywczego, ale najważniejsze, że działa. Przede wszystkim muszą to być rzeczy, których przygotowanie zajmie mi chwilę, a jednocześnie mogę je zabrać w pojemnikach ze sobą i zjeść w pracy czy na uczelni - bez podgrzewania.

ZASADY MOJEJ KUCHNI

1. Jem mniej, ale częściej -  zazwyczaj 5 razy dziennie. To pozwala uniknąć napadów głodu, które wcześniej były moją bolączką.

2. Całkowicie zrezygnowałam z ziemniaków, makaronów i ryżu. Początkowo miałam w planie jeść makaron pełnoziarnisty, ale do tej pory nie przygotowałam z niego żadnej potrawy, bo nie miałam ochoty, chociaż nie wykluczam,że kiedyś się pojawi na moim stole. 

3. Wykluczyłam także wszelkie produkty pszenne, chleb, słodkie bułki, itd. Pozwalam sobie na dwie kromki chleba pełnoziarnistego, ale tylko rano. Dzięki temu jem naprawdę sycące śniadanie. Według dietetyków nie można całkowicie zrezygnować z węglowodanów, ale jeść tylko te o niskim indeksie glikemicznym.  Tutaj znajdziecie spis produktów, które warto włączyć do swojego jadłospisu. 

4. Przestałam słodzić herbatę i kawę. O ile jeszcze z herbatą poszło szybko, to kawę cały czas miałam zamiar słodzić. W końcu spróbowałam i przekonałam się, że kawa bez cukru jest naprawdę smaczna. Teraz bez problemu piję samą kawę z mlekiem i nie mam zamiaru wrócić do tego nawyku. Z tego co wiem, rezygnacja ze słodzenia napojów to 300 kalorii mniej dziennie! 

5. Kupiłam parowar i korzystam z niego praktycznie codziennie. Oprócz zdrowych aspektów, ma on przede wszystkim zaletę szybkości i łatwości przygotowywania posiłków. Za jednym zamachem, przygotowuję mięso lub rybę, warzywa np. kalafior, brokuły, marchew, a dla męża ziemniaki. Wszystko trwa pół godziny.Włączam parowar i idę ćwiczyć:-)

6. Oleju (z pestek winogron) używam tylko sporadycznie, kiedy przygotowuję danie w piekarniku. Do każdego innego posiłku używam oliwę (ostatnio truflową). Mam taką z dozownikiem, dzięki czemu to są naprawdę krople. 

7. Piję dużo wody. Wiem, że wiele osób nie lubi czystej, dlatego polecam z cytryną i miętą:-) Zawsze staram się wypijać szklankę zaraz po obudzeniu. Żeby o tym nie zapomnieć, mam ją zawsze na szafce nocnej.

8. Ponieważ mam skłonności do podjadania, staram się aby były to produkty nietuczące, czyli np. chlebki ryżowe czy ziarna słonecznika. 

9. Nie objadam się. Zawsze można zjeść więcej, ale wiem, że chwilę po posiłki będę się czuła syta. 

10. Czasem pozwalam sobie na małe grzeszki. Kawałek ciasta z koleżankami czy kromka chleba na śniadaniu u przyjaciół nie spowoduje powrotu do dawnej wagi. Nasze odchudzanie nie powinno nas wykluczać z towarzystwa, a nie każdy zaproponuje nam dietetyczne menu. 

11. Używam dużo ziół. Przyprawiam nimi mięsa, ryby, sałatki. 

Mój przykładowy dzienny jadłospis:

Śniadanie:

2 kromki chleba pełnoziarnistego razowego do wyboru z:
-dżemem niskosłodzonym
- z jajkiem na twardo i szczypiorkiem
- z jajecznicą (2 jajka)
- z chudą wędliną
- z pomidorem



To najczęstsze przykłady, ale możecie sami kombinować. Omijam ser żółty, sery pleśniowe. Czasem jem serek wiejski z ogórkiem kiszonym i rzodkiewką. Do tego kawa z mlekiem lub herbata. Chleb z dżemem powoduje, że cały dzień nie chce mi się już nic słodkiego.
Gwarantuję Wam, że po takim śniadaniu będziecie się czuli naprawdę syci. 

Drugie śniadanie:



Jogurt naturalny z owocami (niestety musi być naturalny, każde inne są słodzone i niezdrowe po prostu). Najczęściej dodaję pokrojoną w kostkę pomarańczę lub banana. Ale świetnie sprawdza się kiwi czy jabłko. Czasem posypuję to musli. Taki deser przygotowuję wieczorem i do rana przechowuję w pojemniku, który potem zabieram do pracy. Jak obliczyłam zajmuję mi to przerwę reklamową:-) Ten deser jest bardzo sycący. Tylko nie posypujcie go cukrem! Można ewentualnie cynamonem.

Obiad:

Ponieważ jestem poza domem nawet 10 godzin, mój obiad musi dać się zjeść w pracy, gdzie nie mam możliwości podgrzania. Najczęściej jest to pierś z kurczaka w ziołach lub ryba z parowaru. Raz na jakiś czas piekę schab w piekarniku. Do tego zawsze przygotowuję sałatkę lub warzywa na parze. Tutaj mamy pole do popisu. Każdy może przygotować sobie takie sałatki jak lubi. Ja najczęściej za bazę mam sałatę pekińską lub lodową, do tego pomidor, ogórek zielony, rzodkiewka, kilka kropel oliwy i gotowe. Ale oczywiście można kombinować z mnóstwem innych warzyw. Najważniejsze, żeby nie polewać tego wszystkiego sosem. Oczywiście taki zestaw ląduje w pojemniku i jem go w pracy. Można również posiłkować się kaszą, np. gryczaną, ale najlepiej świeżo gotowaną i zjadaną na ciepło.

Dziś na obiad postawiłam na łososia, którego polałam kilkoma kroplami oliwy, doprawiłam solą i pieprzem, posypałam natką pietruszki i na 15 minut wstawiłam do piekarnika. ( w folii aluminiowej).





Podwieczorek:

Ponieważ nadal nie odczuwam głodu po obiedzie, to jest to zazwyczaj jabłko. Od kilku lat jem codziennie ten owoc.
Polecam też Wam pyszne musy owocowo - warzywne. Mój ulubiony składa się tylko z dwóch składników, ale smak jest nieziemski.
Wystarczy zblenderować 3 jabłka i natkę pietruszki. To bomba witaminowa, podobno bardzo dobrze działa też na cerę. 




Kolacja:

Muszę przyznać, że po wieczornym bieganiu bardzo często nie chcę mi się już jeść. Wtedy jem po prostu połówkę grapefruita. (Jeszcze niedawno posypywałam go cukrem. Jeśli jestem bardziej głodna, to ewentualnie jest to serek wiejski, do którego dodaję zioła, ogórka lub rzodkiewkę.

Wszystko co pokazałam na zdjęciach to zapis moich dzisiejszych posiłków. Jak widzicie jest kolorowo i smacznie:-)

Myślę, że  wszystko co napisałam to dobrze znane Wam rzeczy. W Internecie jest pełno poradników i wszelakich diet. Sama zastanawiałam się czy nie udać się do dietetyka, ale postanowiłam, że spróbuję sama.
Dietetyk, który kontroluje nasze postępy jest świetną mobilizacją. 
Najważniejsze, żeby przestać ciągle myśleć o tym co zjemy. Ja tak miałam na początku. W głowie ciągle planowałam posiłki i ciągle byłam przez to głodna. Teraz już tak nie jest. Działam mechanicznie. 

Jeszcze kilka porad:

- jeśli idziecie do restauracji zamówcie sałatkę albo mięso z sałatą. Ja jestem smakoszem ryb, dlatego dla mnie każde jedzenie na mieście oznacza jedzenie ryby. Coraz częściej restauracje proponują dania fit. Zrezygnujcie z pieczonych ziemniaków czy frytek!

- jeśli macie wielką ochotę na słodkie to niech to będzie jeden cukierek, a nie cały batonik. A najlepiej jeśli będzie to jednak owoc:-) Dziś uległam jednej belgijskiej czekoladce:-)

- nie rezygnujcie ze spotkań towarzyskich, tylko dlatego, że jesteście na diecie. Jeśli zapraszacie gości do siebie, to proponuję podać swoje dietetyczne jedzenie. Teraz jest tyle fantastycznych przepisów, że goście będą zaskoczeni. Wcale nie trzeba zawsze jeść tłusto!

- niech ostatni posiłek będzie na 3 godziny przed snem. To zasada, której przestrzegam bezwzględnie. Kładąc się spać czuję się lekko, śpię lepiej, a rano widzę coraz bardziej płaski brzuch:-)

-  starajcie się jeść o stałych porach.

Początki są trudne, pewnie będzie Wam brakować chleba, ale zapewniam Was, że już po tygodniu, góra dwóch przestaniecie odczuwać głód, a mniejsze porcje będą Wam wystarczać. Dopasujcie menu do siebie. Stwórzcie swoją indywidualną dietę, zależną od wykonywanego zawodu, trybu życia czy życia rodzinnego. Jeśli dla dzieci i męża gotujecie tradycyjny obiad, Wy zrezygnujcie po prostu z ziemniaków czy makaronu. Wsparcie najbliższych, którzy przy Was nie będą objadać się słodyczami jest niezbędne:-)

Świetną sytuacją jest kiedy ktoś z Waszego otoczenia jest również na diecie i razem dopingujecie się. Ja tak mam z Monique z bloga Home About. Wymieniamy się nawzajem radami, postępami i przepisami:-)



Trzymam za Was kciuki i proszę o to samo:-) 
Chętnie dowiem się, czy ktoś zdecydował się zrzucić parę kilo.

Najbliższe posty będą poświęcone daniom przygotowywanym w parowarze oraz bieganiu. Zapraszam! 

sobota, 6 kwietnia 2013

Żółto - niebiesko - zielona kuchnia i spełnione marzenie:-)

A ja nadal pozostaję w wiosennych klimatach i ciągle są to kolory, kojarzące się z pierwszymi promykami słońca, niebieskim niebem i zieloną trawką - jest po prostu żółto - niebiesko - zielono:-)




Od jakiegoś czasu mamy w kuchni radio. Uparłam się, że musi pasować:-) I upolowałam na allegro takie w stylu retro i do tego w identycznym kolorze jak waga. Teraz ukochana Trójka gra nam już od śniadania:-)





Jednym z moich wnętrzarskich marzeń były przybory kuchenne Nigelly Lawson. Pamiętam jak zobaczyłam je kiedyś na blogu Kasi z Domu na Wygnanku ( to jeden z moich ulubionych blogów). Kasia to osoba, która bardzo często pisze o marzeniach, a teraz sama spełniła moje. Emaliowane, kremowe - naprawdę piękne!Kasiu, dziękuję! Oprócz przyborów w paczuszce był nowy katalog Laury Ashley i mój ulubiony magazyn Country Homes.



Kasiu to bukiet dla Ciebie:-)


Moi Drodzy, udało mi się bywać tutaj ostatnio częściej, teraz jednak zaczął się nowy semestr i nowe zadania jakie muszę spełnić na uczelni. Dlatego pewnie znowu będę rzadziej, ale za to planuję nowe tematy:-) Mam nadzieję, że Wam się spodobają :-) Zdradzę, że będzie bardziej kulinarnie:-)

Miłego weekendu!

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Migawki świąteczne


Moi Drodzy!


Mam nadzieję, że Święta mijają Wam spokojnie i rodzinnie?:-) My właśnie pożegnaliśmy gości, a ja usiadłam w kawą i wędruję po Waszych blogach oglądając przepięknie udekorowane stoły. Pierwszy raz występowałam w roli gospodyni i od razu zostałam rzucona na głęboką wodę. Gościliśmy rodzinę Artura przez całe święta. Mam nadzieję, że wszystko wypadło jak należy:-)

A dziś chciałabym pokazać Was parę migawek świątecznych:-)


Mam wrażenie, że nasz domek zdominowały kwiaty. Każdy kąt wypełniały bukiety, a mocnym akcentem okazał się kolor żółty z kapką niebieskiego.

Również stół przybrał takie kolory. Wspomniany już we wcześniejszym poście wazon ugościł forsycje.


Do zastawy stołowej dobrałam serwetki i jaja, które zamówiłam u Agi - Bramasole. Są naprawdę piękne!
Już wiem, że w przyszłym roku dokupię następne.



I jeszcze kilka stołowych migawek:


 


 Nie mogę zapomnieć o pięknym prezencie od Marty. Zajączek zajął honorowe miejsce:-) 

 Kwiaty są wszędzie:



Nie może zabraknąć Cerberka:-) Właśnie tak wymusza na nas smakołyki:-) 

                                                  
                                                 I kilka drobiazgów kuchennych:


Żegnam się z Wami moim wiosennym bukietem kwiatów...


 i zapraszam do lektury nowego, wiosennego wydania GREEN CANOE STYLE. Oprócz pięknych domów, mieszkań i zdjęć możecie przeczytać mój tekst o zwyczajach wielkanocnych oraz tradycyjnie już zapraszam do działu "Czytamy", gdzie zebrałam dla Was najciekawsze propozycje książkowe dla dorosłych i dzieci:-)


A tymczasem ja zmykam oglądać magazyn:-)

niedziela, 17 marca 2013

Świąteczne przygotowania

Witajcie, 

Choćbym nie wiem jak chciała, nie ma szansy na częstsze pisanie. Dwa tygodnie temu pisałam o moim planie przygotowań świątecznych, ale póki co na planach się skończyło. 
Udało mi się za to:
- posiać rzeżuchę
- kupić bukszpan i kwiaty, które mam nadzieję, że akurat do Świąt zakwitną
Teraz zamierzam skupić się na mieszkaniu, które wymaga sporej pracy. Mam wrażenie, że mocno je zaniedbałam. Plan na najbliższe dni to wnętrza szafek kuchennych i pokój. Trzymajcie za mnie kciuki, bo mając tylko parę godzin na dom w tygodniu może być ciężko. Postaram się jednak:-) Najważniejsze, że jest PLAN:-) 
Dzban marzenie upolowałam już jakiś czas temu w TKMaxx. Jest naprawdę duży i idealnie wpisuje się w mój świąteczny wystrój mieszkania. Docelowo chciałabym, aby ozdobił stół. Planuję włożyć do niego gałązki, na których powieszę jajka. 




Kupiłam też na allegro wstążki, którymi już tradycyjnie ozdabiam swoje wianki. Służą mi one przez cały rok, jedynie na świąteczny czas zmieniają swoje oblicze i teraz zyskały gałązki bukszpanu i wspomniane już kolorowe wstążki. Zimową porą jak może pamiętacie, była to czerwona wstążka i gałązki świerku. To szybka i bardzo tania dekoracja. 





Nareszcie salon może przestać czuć się zaniedbany. Zimowe poduchy w kratę, wymieniłam na kolorowe wiosenne. I ukochane stokrotki:-)


Już niedługo mam w planach wprowadzić zupełnie nowe akcenty w salonie. Znikną drewniane dekory i zostaną zastąpione przez proste białe ramy z pastelowymi fotografiami. To krok w nowy wygląd tego pokoju. Myślę też, że powrócą  też książki.  Wtedy pokażę pokój w szerszej perspektywie.

                                  Żegnam się z Wami moim kuchennym bukietem:-)


                             I mam nadzieję,że dziś w końcu odwiedzę Was wirtualnie:-)
                                                       Pozdrawiam ciepło!

niedziela, 10 lutego 2013

Wiosenne candy i domowe faworki:-)

Witajcie Moi Drodzy!

Dziękuję za wszystkie życzenia urodzinowe!

Dziś wpadam na momencik z niespodzianką dla Was:-) Nareszcie zaczęłam ferie, czekałam na nie z niecierpliwością, chyba jak nigdy do tej pory. Nie będę jednak miała czasu na lenistwo.Oczywiście, najbardziej czekam na wyjazd w góry:-) A tymczasem chciałabym zaprosić Was na moje wiosenne candy:-) Analogicznie jak w zeszłym roku, ta sama data losowania i ta sama nagroda:-) 
Ponieważ ceramika Ib Laursen cieszy się wielkim uznaniem, to pastelowy kubek z dzióbkiem jest dla Was:-) 


Zasady takie jak zwykle, czyli komentarz pod postem i  podlinkowanie zdjęcia na Waszych blogach. Zapraszam również osoby anonimowe, a w komentarzu proszę o adres mail. Losowanie odbędzie się 21 marca 2013 roku. 
Zapraszam!

A u mnie dziś na śniadanie, faworki mojej Mamy:-) pyszne!

 


Jeszcze raz zachęcam do wzięcia udziału w losowaniu:-) 


Pozdrawiam ciepło!Ola

niedziela, 27 stycznia 2013

Hmmm....jak zacząć?

Sama nie wiem jak zacząć...tak długiej przerwy blogowej jeszcze nie miałam...więc może po prostu - Witajcie w Nowym Roku! Mam nadzieję, że zaczął się on dla Was pomyślnie? 
Mój styczeń obfitował w wiele wydarzeń. Najpierw  niezwykle miła kolacja w towarzystwie gości z Francji, zaskakujący mail od mojej czytelniczki z propozycją, o której na pewno jeszcze napiszę:-) by w końcu ostatnie trzy tygodnie poświęcić wyłącznie nauce, aż do wczoraj - 26 styczeń to dzień moich urodzin. Te były wyjątkowe, bo skończyłam 30 lat. Ciężko mi się pogodzić z tym faktem...no ale czas leci nieubłaganie...
Dostałam jednak tyle życzeń, miłych słów, telefonów, maili i oczywiście prezentów, że przekroczenie magicznej 3 z przodu okazało się łatwiejsze niż myślałam. Już wiem, że jest życie po:-) Poza tym muszę się pochwalić, że egzamin zdałam na 5, co jest dla mnie jednym z najpiękniejszych prezentów:-) Tym samym moja pierwsza doktorancka sesja zaliczona:-) Ale wracając do prezentów. Ten najważniejszy pokażę następnym razem, a dziś oczywiście to co lubimy najbardziej, czyli nowe skorupy i moja zupełnie już wiosenna kuchnia:-) 

Wszystkie czerwienie pochowałam, a zaprosiłam niebieskości i róże. Całkiem nowe dla mnie połączenie kolorów, choć przyznam, że nawet mi się podoba:-) Do tego bukiet urodzinowych tulipanów od męża i wiosna w pełni.



Uwielbiam pierwsze zwiastuny wiosny:-) Hiacynty, żonkile, tulipany cieszę mnie jak żadne inne kwiaty. Choć na hiacynty mam uczulenie, to nie mogę się powstrzymać:-) 
I mój nowy fartuszek, w całkiem nowych kolorach - i całkiem wiosenny:-) 


 Półeczka nad stołem to mój obiekt ciągłych zmian:-)


I moje wiosenne śniadanie, leciutkie ale pyszne:-)

Także  Moi Drodzy, ja już czekam na wiosnę, choć troszkę przewrotnie:-) Kocham zimę, śnieg i mróz, jednak zdecydowanie tęsknię za wiosennymi kwiatami, pierwszymi warzywami i owocami. Poza tym zima mogłaby być cały rok:-) W tym roku w końcu jedziemy na narty, przede mną nauka jazdy, trzymajcie kciuki! A ja czekam już tylko na ferie:-) 


W kuchni wiosna, a w pokoju nadal stoi choinka:-) A teraz spróbuję nadrobić blogowe zaległości...
Pozdrawiam ciepło!Ola