Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2014

Świąteczne wspomnienie i noworoczne chorowanie

Witajcie już w Nowym 2014 Roku! Mam nadzieję, że bawiliście się świetnie podczas nocy sylwestrowej. Ja swoją spędziłam pod kocem...ale o tym za chwilę. Chciałabym jeszcze wrócić myślami do Świąt, które spędziłam naprawdę wyjątkowo, w swoim rodzinnym domu i w końcu odpoczęłam:-) Cieszę się też prezentem, wymarzonym laptopem Apple Mac Book Air:-) Dopiero zaczynam go poznawać, początki bywają trudne, ale podobno jak ktoś "załapie" Maca, to nie chce wrócić do Windowsa i tego się trzymam póki co:-) 


Zaraz po Świętach poważnie się rozchorowałam. W zasadzie ciągnie się za mną przeziębienie już od dłuższego czasu, jednak przechodziłam je. Teraz całkiem poległam.  Przez trzy dni walczyłam z temperaturą, nie mogłam jej zbić żadnymi środkami. Gdyby Sylwester był dzień wcześniej, pewnie spałabym już o 21. Na szczęście, wczoraj temperatura zaczęła spadać i mogłam chociaż usiąść na chwilę przy stole i poczekać do północy. Chyba ostatni raz tak chorowałam w liceum...


Dlatego mój Nowy Rok mija właśnie tak jak na zdjęciach. W ciepłych skarpetach, z kubkiem kawy, która z powrotem zaczyna mi smakować i książką, na przemian z nauką obsługi Maca:-)


Na wszystkich blogach obecne są podsumowania mijąjącego roku. Gdybym miała podsumować swój 2013, to okazał się on dla mnie rokiem przełomowym. Tak bardzo obawiałam się ukończenia 30 lat, a nie sądziłam,że trzydziestka okaże się szczęśliwa. Nie będę się powtarzać, bo co się zmieniło, to zapewne wiecie, dodam jeszcze, że pierwszy raz mam ochotę robić noworoczne postanowienia:-) 


Wytyczyłam sobie cele i egoistycznie stawiam siebie w centrum:-) Przede wszystkim zamierzam nadal bardziej zadbać o swoje ciało, chce rozwijać się sportowo, zwiększyć dystans biegowy i polepszyć jazdę na nartach. Osiągnęłam już wymarzoną wagę, dlatego odchudzanie przestaje być moim celem, a staje się nim teraz uzyskanie sportowej sylwetki. 


Chce też bardziej świadomie jeść, cieszę się, że pewne nawyki żywieniowe pozostały ze mną, jak choćby odstawienie cukru, rezygnacja ze sklepowych słodyczy, pączków, bułek, nie jem żadnych fast foodów, nie tęsknię też za ziemniakami i chlebem. W tej chwili jestem na etapie, że widok tych produktów nie powoduje,że mam na nie ochotę:-) 


Zdecydowanie zaczęłam kierować się zasadą, mniej ale lepszej jakości. Przełożyłam ją na kosmetyki, ubrania, jedzenie, wnętrze. Natłok tego wszystkiego powodował chaos. Teraz jest zdecydowanie lepiej pod każdym względem. 


Chcę też, aby ten 2014 rok okazał się bardziej efektywny pod względem naukowym. To chyba moje największe wyzwanie, ale mam dużo zapału:-) Trzymam kciuki i za Was i za siebie!

                   Wszystkiego dobrego Moi Mili! Dziękuję, że kolejny rok jesteście ze mną! 


p.s.  następny post będzie o moich kosmetykach pielęgnacyjnych.

piątek, 29 listopada 2013

Być jak Madame Chic

Chociaż recenzje książek pojawiają się w Literackim Zakątku, to jednak teraz postanowiłam zrobić wyjątek i zaprezentować książkę, której tematyka jak najbardziej pasuje do tego miejsca. Na ogół nie przepadam za poradnikami i nie czytam ich. "Lekcje Madame Chic"  zbierały jednak tak dobre opinie,że postanowiłam przeczytać. O francuskim stylu bycia i życia napisano już wiele:  o eleganckich paryżankach pijących non stop wodę, o ich eleganckim stylu ubierania, o szczupłych sylwetkach. Ponieważ mojej mamy siostra wyszła za mąż za Francuza i mieszka tam dwadzieścia lat, mam możliwość obserwowania francuskiego stylu bycia i ich słynnej elegancji. 


Książkę czytałam w wakacje, kiedy była moja ciocia u mnie i na bieżąco komentowałyśmy co jest prawdą, a co nie...Postanowiłam zebrać dla Was najciekawsze fragmenty wspomnianej pozycji, dodając swój komentarz:-) 

Autorka - Amerykanka Jennifer L. Scott, będąc studentką wyjechała na okres kilku miesięcy do Francji i zamieszkała u rodziny państwa Chic (nazwisko zmienione). Była to rodzina zamożna, o dobrym pochodzeniu, co oczywiście przekładało się na zwyczaje panujące w ich domu. Wspólne śniadania i kolacje (trzy dania) były tradycją, której każdy przestrzegał. Nikt nie jadł w biegu, bowiem był to czas na rozmowę. Nie zdarzało się, żeby nawet ich syn wybiegał z kanapką w domu. To pierwsza zasada, krórą staram się wprowadzić w swoim domu. Oczywiście nie jest to regułą, bo czasem są takie dni, że jest to niemożliwe, jednak staram się, aby wspólne posiłki stały się tradycją.



Francuzi celebrują jedzenie!

I to potwierdziła moja ciocia. Posiłek to okazja do długich rozmów, ale nie plotek! Poza tym jedzą dobrze, zdrowo, często  ze świeżo kupionych produktów. Madame Chic codziennie robiła mniejsze zakupy, unikając w ten sposób dużych marketowych zakupów, podczas których pewnie wydamy trzy razy tyle, bo kolejne alejki kuszą. W naszym domu zakupy robi mój mąż, który dostaje ode mnie konkretną listę. Nigdy nie kupuje nic więcej. Wydajemy przez to naprawdę mniej:-) 

Tajemnica szczupłej sylwetki Francuzek? Proste! One nie podjadają i to naprawdę jest prawda! Dobrze skomponowane posiłki, oparte na zdrowych, wartościowych produktach powodują, że nie ma potrzeby ciągłego biegania do lodówki. Przed ochudzaniem było to moją zmorą, czasem  w ciągu godziny trzy razy zaglądałam do lodówki i zdarzało się, że laska kiełbasy była zjedzona. (bo ja nie do słodyczy mam słabość, ale do kiełbasy właśnie:-) Czasem jeszcze mi się to zdarzy, ale potrafię się kontrolować. 


Autorka przytacza kolejne rady: nie jedz w biegu, ale przede wszystkim pozwól sobie na głód. Zdecydowanie docenimy wtedy dobry posiłek, nie oznacza to jednak, że mamy jeść wykwitnie i bogato. W domu Madame Chic czasem kolacja składała się z dobrze przyrządzonej sałaty z kawałkami wędliny. Ważne, aby w domu mieć takie składniki, które pozwolą nam zawsze coś wymyśleć. Jedzenie podane jest elegancko, bo w zasadzie czemu masz nie korzystać częściej ze swojej ładnej zastawy? 

Moja ciocia potwierdziła, że Francuzi nie jedzą na stojąco. Nigdy nie łączą czynności chodzenia i jedzenia jednocześnie. W Paryżu robią to tylko turyści...Jestem zauroczona ulicznymi kawiarniami na każdej, nawet najmniej przyjemnie wyglądającej ulicy. Ale wyjście do restauracji nie oznacza, że Francuzki rzucają się łapczywie na jedzenie i jedzą trzy razy tyle co w domu. Pozwólcie, że przytoczę tu małą anegdotkę. Podczas naszego wakacyjnego pobytu w Pradze, mieliśmy wykupione w hotelu śniadanie typu szwedzki stół. Oczywiście wybór był ogromny, kiełbasy, pasztety, nawet makaron, dżemy, płatki, owoce, ciasta, nabiał, wszelakie napoje. Ponieważ to był czas mojej diety ograniczyłam się do dosyć skromnego zestawu, ale mój mąż spróbował chyba wszystkiego...Czyli zrobił coś, czego Francuzka by nie zrobiła. Dla niej śniadanie w hotelu nie jest powodem, aby rezygnować ze swoich zwyczajów. Moja ciocia zresztą opowiadała, że kiedy uczestniczyła w przyjęciu, gdzie było mnóstwo ciast, wszystkie Francuzki zjadły po jednym kawałku, a ona spróbowała co najmniej kilku. Identyczna sytuacja opisana jest w książce.



Niech aktywność fizyczna stanie się częścią życia, a nie przykrym obowiązkiem. 

Wybieraj schody zamiast windy, wysiądź przystanek wcześniej i pokonaj go pieszo, robiąc codzienne zakupy zrezygnuj z auta, a ponieważ robisz je cześciej nie są one duże. Sprzątaj energiczniej. Poznaj swoją okolicę. Jeśli nie jesteś typem sportowca, poćwicz chociaż 10 minut dziennie przy energicznej muzyce:-) Jennifer pisze - nie popadaj w lenistwo! Podpisuję się pod tym w 100 %, odkąd ćwiczę mam zdecydowanie większą energię:-) 


Zasada dziesięciu rzeczy.

Autorka wspomina jak pierwszego dnia chciała rozpakować swoje dwie ogromne walizki wypchane ubraniami, a do dyspozycji miała tylko małą szafę. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Madame Chic stosowała zasadę dzisięciu rzeczy, której oczywiście nie należy brać dosłownie, ale głównie chodzi o to, aby w swojej szafie mieć po prostu kilka dobrych gatunkowo rzeczy. Tę zasadę stosuje moja ciocia. Jej szafa z pewnością spodobałyby się Perfekcyjnej Pani Domu. Ma dwa dobre swetry, trzy elegnackie bluzki, jedną porządką torebkę i np. dwie pary spodni. Wszystko dobrej jakości i naprawdę zawsze wygląda świetnie. I o to właśnie chodzi z tą całą Francją Elegancją. Kobiety nie są przestrojone, nie noszą codziennie innego zestawu, ich szafy nie są wypchane tysiącem bluzek. One są po prostu ubrane elegancko, ale i skromnie. 
Jennifer radzi, aby zrobić czystki w swojej szafie ( ja już je zrobiłam) i zostawić naprawdę tylko to, co jest nam potrzebne. Znajdź swój styl!

Podobnie postępuj z makijażem. Dobierz odpowiednie produkty i niech będą one dobrej jakości, a wtedy nie potrzebne będą Ci kolejne lakiery, szminki, tusze i pudry. Pisałam o tym w tym poście

Madame Chic, podobnie jak inne Francuzki dba o swoję cerę. Pij w związku z tym dużo wody, zdrowo się odżywiaj, ogranicz alkohol i kup najlepsze kosmetyki, na jakie Cię stać, a czsem skuś się na wizytę u kosmetyczki.


Kolejna zasada, która bardzo mi się spodobała to zawsze wyglądaj porządnie. Madame Chic i jej mąż zawsze wyglądali porządnie. Najpierw autorka myślała, że w sobotni poranek tak się ubrali z okazji jej przyjazdu. Potem okazało się, że oni po prostu tak już mają:-) Czyste, wyprasowanie spodnie, schludna koszula pana domu, klasyczny, ale skromny styl Pani Chic sprawiał, że zawsze wyglądali świetnie.  Ja nie noszę w domu starych, znoszonych ubrań, podartych kapci, czy wyciągniętych bluz. Autorka radzi, aby nawet w podróży wyglądać dobrze, podobnie jest ze snem. Kiedyś spałam w zwykłych koszulkach, ale odkąd jestem mężatką, zawsze śpię w koszuli nocnej bądź piżamie. 

Mogłabym tak pisać i pisać, bo nie doszłam nawet do połowy książki, a przepełniona jest ona świetnymi radami Jennifer. W kolejnych rozdziałach jest mowa o manierach, zachowaniu w towarzystwie, używaniu pięknego języka, porządku w mieszkaniu, rozwijaniu własnej osobowości. - po prostu o eleganckim życiu. 

Naprawdę polecam "Lekcje Madame Chic" - gwarantuje Wam, że więcej nie zjecie chipsów przed telewizorem w starym, zniszczonym dresie. Bo przecież mamy jedno życie i dlaczego nie uczynić je lepszym i eleganckim?

poniedziałek, 11 listopada 2013

Polski świąteczny poranek po amerykańsku:-)

Dzień dobry:-)

Po pierwsze muszę zwrócić Waszą uwagę na mój nowy banerek, który tradycyjnie zrobiła dla mnie Karolina z bloga Moje Manderlay.To kolaż naszych wspólnych zdjęć, ujęty w taką formę jaka najbardziej mi się podoba! Dziękuję Ci bardzo!

Nie ukrywam,że możliwość zjedzenia śniadania w łóżku zawsze wprawia mnie w dobry nastrój:-) Dziś w końcu nadarzyła się taka okazja, a domowe pancakes to dobry wybór na smaczne rozpoczęcie dnia. Smakują mi bardziej niż typowe naleśniki, a podane z syropem klonowym i truskawkami to już prawdziwe niego w gębie:-) Przepis znalazłam u Liski. 



          Jestem w pełni przygotowana na zimowe poranki, w końcu znalazłam odpowiedni szlafrok:-)



A to ja po przebudzeniu, zanim nałożę na siebie to wszystko co pokazałam w poprzednim, kosmetycznym poście:-)


Miłego dnia Moi Drodzy:-)

niedziela, 13 października 2013

Moje odkrycia

Witajcie,

Postanowiłam, że raz na jakiś czas będę zamieszczać notki z moimi odkryciami w wszelakich dziedzinach. To rzeczy, które sprawdziłam na samej sobie i myślę, że są warte polecenia. Od razu uprzedzam,że nie są to żadne reklamy, a jedynie moje subiektywne wybory:-) 

Numer jeden w tym miesiącu to olej z kokosa,którym jestem zachwycona. Ja stosuję go jako balsam do ciała i sprawdza się świetnie. Nareszcie nie swędzą mnie łydki, co było moim problemem od dawna. Żaden drogeryjny balsam nie radził sobie w tym problemem. Do tego wszystkiego skóra pachnie nieziemsko. Olej z kokosa ma zastosowanie w kosmetyce i medycynie. Lista jego właściwości jest ogromna. Możecie zastąpić nim zarówno masło do smarowania pieczywa, ale i maseczkę do włosów. Jest zdecydowanie najzdrowszym olejem.
Możecie poczytać o wszystkim między innymi na stronach.


http://www.zdrowylink.pl/gotowanie/zdrowa-zywnosc/olej-kokosowy/zdrowie-z-palmy

http://www.planetazdrowie.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=230&Itemid=264



Drugie moje odkrycie to w pewnym sensie powrót do czasów dzieciństwa. Jak wiecie intensywnie się odchudzam, a newralgicznym miejscem jest brzuch i jego bliskie okolice:-) Ćwiczę brzuszki, ale to zdecydowanie za mało. Po zasięgnięciu opinii w internecie zdecydowałam się na zakup hula- hop. Wybór padł na koło z wypustkami, które mają działanie masujące. Kręcę praktycznie codziennie około pół godziny, 15 minut w jedną i 15 minut w drugą stronę. Podobno cm znikają w momencie. Potwierdzam, po miesiącu kręcenia mój wynik to 4 cm w talii i 2 cm w biodrach mniej:-) 

Na początku można się niestety zrazić, bo wypustki robią ogromne i bolesne siniaki. Po jakimś czasie znikają, a kręcenie staje się bezbolesne:-) Zamiast bezmyślne gapić się telewizor, można w tym czasie ćwiczyć. Koszt to około 35 zł - 40 zł. Polecam!










p.s. znowu nie jestem zadowolona z jakości zdjęć, chyba pora zmienić aparat:-( 

Miłej niedzieli!
Pozdrawiam Was serdecznie!

niedziela, 23 czerwca 2013

Niedzielny poranek


Chyba niedzielne poranne posty staną się tradycją na tym blogu...ale to ostatnio mój ulubiony czas w tygodniu:-) A ten tydzień był okropnie stresujący...Mój mąż we wtorek przeszedł operację. Zajmowała nam ona myśli przez ostatnie tygodnie. Na szczęście wszystko przebiegło pomyślne, pacjent przechodzi rekonwalescencje i ma się coraz lepiej. Przede wszystkim jednak wielki kamień spadł nam z serca! W związku z tym jednak, ja mam więcej obowiązków,ale nie narzekam!Najważniejsze, że operacja się udała!

Chyba uzależniłam się od deserów owocowych na bazie jogurtu naturalnego. Zmieniam tylko owoce, czasem dodaję musli. Najczęściej stawiam jednak ostatnio na truskawki i niezastąpione banany. Dziś właśnie musli i truskawki:-) Pyszne....


Kusi mnie przemalowanie sypialni na beż. Mam ochotę zrezygnować z dodatków w kolorze lawendy, które mnie już po prostu zmęczyły. A zastąpić je beżami i bielą. Myślę o czymś takim:


                                        Zdjęcie pochodzi z bloga Belle Blanc.

Generalnie zmęczyły mnie kolory. Moje mieszkanie  pomału przechodzi wielkie wietrzenie. W wakacje mam zamiar wszystko posegregować i pozbyć się  tego czego nie używam. Dotyczy to ubrań, dodatków do domu, pościeli, ręczników, gazet itd. Cześć rzeczy już wystawiłam na pchlim targu.  Jedyne co oszczędzę to książki, z którymi nie umiem się rozstać. Raz na jakiś czas muszę zrobić taką segregację, bo pozbywanie się rzeczy przynosi mi ulgę. Czy Wy też robicie takie segregację? Oglądając czasem program "Perfekcyjna Pani Domu" nasuwał mi się jeden wniosek - Polacy gromadzą niezliczone ilości rzeczy i nie pozbywają się niczego przez wiele lat. Ja na szczęście nie mam tej przypadłości. A jak jest u Was?


niedziela, 9 czerwca 2013

Moja leniwa niedziela

...a właściwie cały weekend. Planów było wiele, ale zabrakło sił i motywacji...Chyba potrzebowałam takich dni, żeby odreagować wszystko to, co się działo ostatnio. Wczoraj byliśmy na spontanicznej wycieczce rowerowej i odkryliśmy piękne miejsce. Niestety nie zabrałam aparatu, co postaram się naprawić następnym razem i pokażę Wam:-) Będzie też post rowerowy. 
A tymczasem dziś pospałam dłużej i pierwszy raz od wielu lat zjadłam śniadanie w łóżku:-) Sama przyjemność!Polecam!

Pierwsze truskawki w tym roku, z odrobiną jogurtu naturalnego i niestety bez cukru, ale moja dieta nadal trwa, a stan na dziś - 5 kg mniej:-) 


Oczywiście nie może zabraknąć Cerbera, zawsze przy mnie:-) 





Żegnam Was moim Mili z kubkiem pysznej kawy:-)


środa, 1 maja 2013

Nowe życie...:-)

Witajcie,

Wiem, wiem...całkiem przepadłam. Wciągnęło mnie po prostu życie. Małe i większe problemy, kłopoty w pracy, zdrowotne, wyjazdy...Ale jest jeszcze jedna rzecz, która zdominowała ostatni miesiąc. Jednego dnia zmieniłam praktycznie całkiem swój styl życia, a przede wszystkim żywienie, sposoby spędzania wolnego czasu, hobby itd. Wiele razy próbowałam się odchudzać, uprawiać sport, ale zapału wystarczało mi na góra kilka dni. Potem wracałam do starych nawyków. Coś się jednak zmieniło, jakaś wewnętrzna przemiana nastąpiła i już równo miesiąc wszystko wygląda inaczej:-) Wiem o tym, że po prostu trzeba do pewnych rzeczy dojrzeć i nic na siłę. Czasem sama siebie nie poznaję. 

Postanowiłam podzielić się z Wami tym co teraz robię, może ktoś się zainspiruje:-) Dlatego następne posty podzielę tematycznie na dietę, w tym przepisy, polecane produkty,  sport (!) i także psychologię, czyli jak zacząć, jak znaleźć w sobie motywację. Jeżeli jesteście zainteresowani, to chętnie dowiem się o tym w komentarzu:-) Dziś tylko mały wstęp, bo muszę zrobić zdjęcia, przygotować przepisy, opisać itd. 



To jest moje drugie śniadanie, które zawsze w pudełku zabieram do pracy. Jogurt naturalny plus owoce. Tutaj pełna dowolność. Ja najczęściej wybieram pomarańcze i banany.  Jak wspomniałam poświęcę temu tematowi osobny post. 

Najważniejsze zmiany, które wprowadziłam w swoje życie:

1. Dieta - 2 kg mniej:-)) Cel - 10 kg.
2. Codzienne ćwiczenia w domu - ok. 40 minut.
- piłka
- brzuszki
- rowerek
3. Bieganie - to chyba największy przełom. Bowiem to ostatnia rzecz, którą lubiłam na lekcjach wf. Znalazłam jednak dla siebie idealny trening i  biegam! Wszystko oczywiście opiszę jak zacząć, żeby się nie zniechęcić i nie czuć złych skutków przez cały dzień. Cel - przebiec 30 min bez przerwy:-) 
4. I to na co czekam najbardziej - rower:-) Dostałam go w prezencie od męża na 5 rocznicę ślubu. Liczyłam, że przesyłka dotrze przed majówką, jednak nie udało się. Zamierzamy wybierać się na krótsze i dłuższe wycieczki rowerowe. Poniżej model jaki wybrałam.
5. W planach - regularny basen.


Dopiero teraz postanowiłam napisać taki post, bo dałam sobie miesiąc próby. Czy wytrzymam, czy nie poddam się jak zwykle po dwóch dniach. Udało się:-) A najważniejsze, że nie myślę o tym cały czas, tylko po prostu robię:-)Plusy, które już widzę - to oprócz utraty zbędnych kg, przede wszystkim "lżejsze" samopoczucie, lepsza kondycja i  brak poczucia marnowania wolnego czasu. Poza tym skoro, tyle się udało, to uda się jeszcze wiele innych rzeczy:-)

Czy takie tematy na blogu Was zainteresują?

p.s.1. wnętrzarsko też będzie:-)
p.s.2.mam tyle zaległości u Was, że nie wiem kiedy nadrobię..:-((

pozdrawiam ciepło!
Ola