Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2014

Świąteczne wspomnienie i noworoczne chorowanie

Witajcie już w Nowym 2014 Roku! Mam nadzieję, że bawiliście się świetnie podczas nocy sylwestrowej. Ja swoją spędziłam pod kocem...ale o tym za chwilę. Chciałabym jeszcze wrócić myślami do Świąt, które spędziłam naprawdę wyjątkowo, w swoim rodzinnym domu i w końcu odpoczęłam:-) Cieszę się też prezentem, wymarzonym laptopem Apple Mac Book Air:-) Dopiero zaczynam go poznawać, początki bywają trudne, ale podobno jak ktoś "załapie" Maca, to nie chce wrócić do Windowsa i tego się trzymam póki co:-) 


Zaraz po Świętach poważnie się rozchorowałam. W zasadzie ciągnie się za mną przeziębienie już od dłuższego czasu, jednak przechodziłam je. Teraz całkiem poległam.  Przez trzy dni walczyłam z temperaturą, nie mogłam jej zbić żadnymi środkami. Gdyby Sylwester był dzień wcześniej, pewnie spałabym już o 21. Na szczęście, wczoraj temperatura zaczęła spadać i mogłam chociaż usiąść na chwilę przy stole i poczekać do północy. Chyba ostatni raz tak chorowałam w liceum...


Dlatego mój Nowy Rok mija właśnie tak jak na zdjęciach. W ciepłych skarpetach, z kubkiem kawy, która z powrotem zaczyna mi smakować i książką, na przemian z nauką obsługi Maca:-)


Na wszystkich blogach obecne są podsumowania mijąjącego roku. Gdybym miała podsumować swój 2013, to okazał się on dla mnie rokiem przełomowym. Tak bardzo obawiałam się ukończenia 30 lat, a nie sądziłam,że trzydziestka okaże się szczęśliwa. Nie będę się powtarzać, bo co się zmieniło, to zapewne wiecie, dodam jeszcze, że pierwszy raz mam ochotę robić noworoczne postanowienia:-) 


Wytyczyłam sobie cele i egoistycznie stawiam siebie w centrum:-) Przede wszystkim zamierzam nadal bardziej zadbać o swoje ciało, chce rozwijać się sportowo, zwiększyć dystans biegowy i polepszyć jazdę na nartach. Osiągnęłam już wymarzoną wagę, dlatego odchudzanie przestaje być moim celem, a staje się nim teraz uzyskanie sportowej sylwetki. 


Chce też bardziej świadomie jeść, cieszę się, że pewne nawyki żywieniowe pozostały ze mną, jak choćby odstawienie cukru, rezygnacja ze sklepowych słodyczy, pączków, bułek, nie jem żadnych fast foodów, nie tęsknię też za ziemniakami i chlebem. W tej chwili jestem na etapie, że widok tych produktów nie powoduje,że mam na nie ochotę:-) 


Zdecydowanie zaczęłam kierować się zasadą, mniej ale lepszej jakości. Przełożyłam ją na kosmetyki, ubrania, jedzenie, wnętrze. Natłok tego wszystkiego powodował chaos. Teraz jest zdecydowanie lepiej pod każdym względem. 


Chcę też, aby ten 2014 rok okazał się bardziej efektywny pod względem naukowym. To chyba moje największe wyzwanie, ale mam dużo zapału:-) Trzymam kciuki i za Was i za siebie!

                   Wszystkiego dobrego Moi Mili! Dziękuję, że kolejny rok jesteście ze mną! 


p.s.  następny post będzie o moich kosmetykach pielęgnacyjnych.

piątek, 29 listopada 2013

Być jak Madame Chic

Chociaż recenzje książek pojawiają się w Literackim Zakątku, to jednak teraz postanowiłam zrobić wyjątek i zaprezentować książkę, której tematyka jak najbardziej pasuje do tego miejsca. Na ogół nie przepadam za poradnikami i nie czytam ich. "Lekcje Madame Chic"  zbierały jednak tak dobre opinie,że postanowiłam przeczytać. O francuskim stylu bycia i życia napisano już wiele:  o eleganckich paryżankach pijących non stop wodę, o ich eleganckim stylu ubierania, o szczupłych sylwetkach. Ponieważ mojej mamy siostra wyszła za mąż za Francuza i mieszka tam dwadzieścia lat, mam możliwość obserwowania francuskiego stylu bycia i ich słynnej elegancji. 


Książkę czytałam w wakacje, kiedy była moja ciocia u mnie i na bieżąco komentowałyśmy co jest prawdą, a co nie...Postanowiłam zebrać dla Was najciekawsze fragmenty wspomnianej pozycji, dodając swój komentarz:-) 

Autorka - Amerykanka Jennifer L. Scott, będąc studentką wyjechała na okres kilku miesięcy do Francji i zamieszkała u rodziny państwa Chic (nazwisko zmienione). Była to rodzina zamożna, o dobrym pochodzeniu, co oczywiście przekładało się na zwyczaje panujące w ich domu. Wspólne śniadania i kolacje (trzy dania) były tradycją, której każdy przestrzegał. Nikt nie jadł w biegu, bowiem był to czas na rozmowę. Nie zdarzało się, żeby nawet ich syn wybiegał z kanapką w domu. To pierwsza zasada, krórą staram się wprowadzić w swoim domu. Oczywiście nie jest to regułą, bo czasem są takie dni, że jest to niemożliwe, jednak staram się, aby wspólne posiłki stały się tradycją.



Francuzi celebrują jedzenie!

I to potwierdziła moja ciocia. Posiłek to okazja do długich rozmów, ale nie plotek! Poza tym jedzą dobrze, zdrowo, często  ze świeżo kupionych produktów. Madame Chic codziennie robiła mniejsze zakupy, unikając w ten sposób dużych marketowych zakupów, podczas których pewnie wydamy trzy razy tyle, bo kolejne alejki kuszą. W naszym domu zakupy robi mój mąż, który dostaje ode mnie konkretną listę. Nigdy nie kupuje nic więcej. Wydajemy przez to naprawdę mniej:-) 

Tajemnica szczupłej sylwetki Francuzek? Proste! One nie podjadają i to naprawdę jest prawda! Dobrze skomponowane posiłki, oparte na zdrowych, wartościowych produktach powodują, że nie ma potrzeby ciągłego biegania do lodówki. Przed ochudzaniem było to moją zmorą, czasem  w ciągu godziny trzy razy zaglądałam do lodówki i zdarzało się, że laska kiełbasy była zjedzona. (bo ja nie do słodyczy mam słabość, ale do kiełbasy właśnie:-) Czasem jeszcze mi się to zdarzy, ale potrafię się kontrolować. 


Autorka przytacza kolejne rady: nie jedz w biegu, ale przede wszystkim pozwól sobie na głód. Zdecydowanie docenimy wtedy dobry posiłek, nie oznacza to jednak, że mamy jeść wykwitnie i bogato. W domu Madame Chic czasem kolacja składała się z dobrze przyrządzonej sałaty z kawałkami wędliny. Ważne, aby w domu mieć takie składniki, które pozwolą nam zawsze coś wymyśleć. Jedzenie podane jest elegancko, bo w zasadzie czemu masz nie korzystać częściej ze swojej ładnej zastawy? 

Moja ciocia potwierdziła, że Francuzi nie jedzą na stojąco. Nigdy nie łączą czynności chodzenia i jedzenia jednocześnie. W Paryżu robią to tylko turyści...Jestem zauroczona ulicznymi kawiarniami na każdej, nawet najmniej przyjemnie wyglądającej ulicy. Ale wyjście do restauracji nie oznacza, że Francuzki rzucają się łapczywie na jedzenie i jedzą trzy razy tyle co w domu. Pozwólcie, że przytoczę tu małą anegdotkę. Podczas naszego wakacyjnego pobytu w Pradze, mieliśmy wykupione w hotelu śniadanie typu szwedzki stół. Oczywiście wybór był ogromny, kiełbasy, pasztety, nawet makaron, dżemy, płatki, owoce, ciasta, nabiał, wszelakie napoje. Ponieważ to był czas mojej diety ograniczyłam się do dosyć skromnego zestawu, ale mój mąż spróbował chyba wszystkiego...Czyli zrobił coś, czego Francuzka by nie zrobiła. Dla niej śniadanie w hotelu nie jest powodem, aby rezygnować ze swoich zwyczajów. Moja ciocia zresztą opowiadała, że kiedy uczestniczyła w przyjęciu, gdzie było mnóstwo ciast, wszystkie Francuzki zjadły po jednym kawałku, a ona spróbowała co najmniej kilku. Identyczna sytuacja opisana jest w książce.



Niech aktywność fizyczna stanie się częścią życia, a nie przykrym obowiązkiem. 

Wybieraj schody zamiast windy, wysiądź przystanek wcześniej i pokonaj go pieszo, robiąc codzienne zakupy zrezygnuj z auta, a ponieważ robisz je cześciej nie są one duże. Sprzątaj energiczniej. Poznaj swoją okolicę. Jeśli nie jesteś typem sportowca, poćwicz chociaż 10 minut dziennie przy energicznej muzyce:-) Jennifer pisze - nie popadaj w lenistwo! Podpisuję się pod tym w 100 %, odkąd ćwiczę mam zdecydowanie większą energię:-) 


Zasada dziesięciu rzeczy.

Autorka wspomina jak pierwszego dnia chciała rozpakować swoje dwie ogromne walizki wypchane ubraniami, a do dyspozycji miała tylko małą szafę. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Madame Chic stosowała zasadę dzisięciu rzeczy, której oczywiście nie należy brać dosłownie, ale głównie chodzi o to, aby w swojej szafie mieć po prostu kilka dobrych gatunkowo rzeczy. Tę zasadę stosuje moja ciocia. Jej szafa z pewnością spodobałyby się Perfekcyjnej Pani Domu. Ma dwa dobre swetry, trzy elegnackie bluzki, jedną porządką torebkę i np. dwie pary spodni. Wszystko dobrej jakości i naprawdę zawsze wygląda świetnie. I o to właśnie chodzi z tą całą Francją Elegancją. Kobiety nie są przestrojone, nie noszą codziennie innego zestawu, ich szafy nie są wypchane tysiącem bluzek. One są po prostu ubrane elegancko, ale i skromnie. 
Jennifer radzi, aby zrobić czystki w swojej szafie ( ja już je zrobiłam) i zostawić naprawdę tylko to, co jest nam potrzebne. Znajdź swój styl!

Podobnie postępuj z makijażem. Dobierz odpowiednie produkty i niech będą one dobrej jakości, a wtedy nie potrzebne będą Ci kolejne lakiery, szminki, tusze i pudry. Pisałam o tym w tym poście. 

Madame Chic, podobnie jak inne Francuzki dba o swoję cerę. Pij w związku z tym dużo wody, zdrowo się odżywiaj, ogranicz alkohol i kup najlepsze kosmetyki, na jakie Cię stać, a czsem skuś się na wizytę u kosmetyczki.


Kolejna zasada, która bardzo mi się spodobała to zawsze wyglądaj porządnie. Madame Chic i jej mąż zawsze wyglądali porządnie. Najpierw autorka myślała, że w sobotni poranek tak się ubrali z okazji jej przyjazdu. Potem okazało się, że oni po prostu tak już mają:-) Czyste, wyprasowanie spodnie, schludna koszula pana domu, klasyczny, ale skromny styl Pani Chic sprawiał, że zawsze wyglądali świetnie.  Ja nie noszę w domu starych, znoszonych ubrań, podartych kapci, czy wyciągniętych bluz. Autorka radzi, aby nawet w podróży wyglądać dobrze, podobnie jest ze snem. Kiedyś spałam w zwykłych koszulkach, ale odkąd jestem mężatką, zawsze śpię w koszuli nocnej bądź piżamie. 

Mogłabym tak pisać i pisać, bo nie doszłam nawet do połowy książki, a przepełniona jest ona świetnymi radami Jennifer. W kolejnych rozdziałach jest mowa o manierach, zachowaniu w towarzystwie, używaniu pięknego języka, porządku w mieszkaniu, rozwijaniu własnej osobowości. - po prostu o eleganckim życiu. 

Naprawdę polecam "Lekcje Madame Chic" - gwarantuje Wam, że więcej nie zjecie chipsów przed telewizorem w starym, zniszczonym dresie. Bo przecież mamy jedno życie i dlaczego nie uczynić je lepszym i eleganckim?

niedziela, 9 czerwca 2013

Moja leniwa niedziela

...a właściwie cały weekend. Planów było wiele, ale zabrakło sił i motywacji...Chyba potrzebowałam takich dni, żeby odreagować wszystko to, co się działo ostatnio. Wczoraj byliśmy na spontanicznej wycieczce rowerowej i odkryliśmy piękne miejsce. Niestety nie zabrałam aparatu, co postaram się naprawić następnym razem i pokażę Wam:-) Będzie też post rowerowy. 
A tymczasem dziś pospałam dłużej i pierwszy raz od wielu lat zjadłam śniadanie w łóżku:-) Sama przyjemność!Polecam!

Pierwsze truskawki w tym roku, z odrobiną jogurtu naturalnego i niestety bez cukru, ale moja dieta nadal trwa, a stan na dziś - 5 kg mniej:-) 


Oczywiście nie może zabraknąć Cerbera, zawsze przy mnie:-) 





Żegnam Was moim Mili z kubkiem pysznej kawy:-)


czwartek, 2 maja 2013

Wiosenna dieta -cześć pierwsza

Dziś pierwszy zapowiadany post, który postanowiłam poświęcić diecie. Od razu muszę napisać, że nie jestem na żadnej konkretnej diecie, bo po pierwsze nie mam czasu aby skrupulatnie przestrzegać rygorów i jeść dokładnie to co jest zalecone. Stworzyłam swój własny jadłospis, który pozwolił mi schudnąć w miesiąc dwa kg, ale co najważniejsze nie głoduję, bo będąc głodną nie potrafię pracować i myśleć. Zanim przejdę do szczegółów i przepisów, to podam Wam ogólne zasady mojej diety i najważniejsze zmiany, które wprowadziłam. I pewnie nie będzie w tym nic odkrywczego, ale najważniejsze, że działa. Przede wszystkim muszą to być rzeczy, których przygotowanie zajmie mi chwilę, a jednocześnie mogę je zabrać w pojemnikach ze sobą i zjeść w pracy czy na uczelni - bez podgrzewania.

ZASADY MOJEJ KUCHNI

1. Jem mniej, ale częściej -  zazwyczaj 5 razy dziennie. To pozwala uniknąć napadów głodu, które wcześniej były moją bolączką.

2. Całkowicie zrezygnowałam z ziemniaków, makaronów i ryżu. Początkowo miałam w planie jeść makaron pełnoziarnisty, ale do tej pory nie przygotowałam z niego żadnej potrawy, bo nie miałam ochoty, chociaż nie wykluczam,że kiedyś się pojawi na moim stole. 

3. Wykluczyłam także wszelkie produkty pszenne, chleb, słodkie bułki, itd. Pozwalam sobie na dwie kromki chleba pełnoziarnistego, ale tylko rano. Dzięki temu jem naprawdę sycące śniadanie. Według dietetyków nie można całkowicie zrezygnować z węglowodanów, ale jeść tylko te o niskim indeksie glikemicznym.  Tutaj znajdziecie spis produktów, które warto włączyć do swojego jadłospisu. 

4. Przestałam słodzić herbatę i kawę. O ile jeszcze z herbatą poszło szybko, to kawę cały czas miałam zamiar słodzić. W końcu spróbowałam i przekonałam się, że kawa bez cukru jest naprawdę smaczna. Teraz bez problemu piję samą kawę z mlekiem i nie mam zamiaru wrócić do tego nawyku. Z tego co wiem, rezygnacja ze słodzenia napojów to 300 kalorii mniej dziennie! 

5. Kupiłam parowar i korzystam z niego praktycznie codziennie. Oprócz zdrowych aspektów, ma on przede wszystkim zaletę szybkości i łatwości przygotowywania posiłków. Za jednym zamachem, przygotowuję mięso lub rybę, warzywa np. kalafior, brokuły, marchew, a dla męża ziemniaki. Wszystko trwa pół godziny.Włączam parowar i idę ćwiczyć:-)

6. Oleju (z pestek winogron) używam tylko sporadycznie, kiedy przygotowuję danie w piekarniku. Do każdego innego posiłku używam oliwę (ostatnio truflową). Mam taką z dozownikiem, dzięki czemu to są naprawdę krople. 

7. Piję dużo wody. Wiem, że wiele osób nie lubi czystej, dlatego polecam z cytryną i miętą:-) Zawsze staram się wypijać szklankę zaraz po obudzeniu. Żeby o tym nie zapomnieć, mam ją zawsze na szafce nocnej.

8. Ponieważ mam skłonności do podjadania, staram się aby były to produkty nietuczące, czyli np. chlebki ryżowe czy ziarna słonecznika. 

9. Nie objadam się. Zawsze można zjeść więcej, ale wiem, że chwilę po posiłki będę się czuła syta. 

10. Czasem pozwalam sobie na małe grzeszki. Kawałek ciasta z koleżankami czy kromka chleba na śniadaniu u przyjaciół nie spowoduje powrotu do dawnej wagi. Nasze odchudzanie nie powinno nas wykluczać z towarzystwa, a nie każdy zaproponuje nam dietetyczne menu. 

11. Używam dużo ziół. Przyprawiam nimi mięsa, ryby, sałatki. 

Mój przykładowy dzienny jadłospis:

Śniadanie:

2 kromki chleba pełnoziarnistego razowego do wyboru z:
-dżemem niskosłodzonym
- z jajkiem na twardo i szczypiorkiem
- z jajecznicą (2 jajka)
- z chudą wędliną
- z pomidorem



To najczęstsze przykłady, ale możecie sami kombinować. Omijam ser żółty, sery pleśniowe. Czasem jem serek wiejski z ogórkiem kiszonym i rzodkiewką. Do tego kawa z mlekiem lub herbata. Chleb z dżemem powoduje, że cały dzień nie chce mi się już nic słodkiego.
Gwarantuję Wam, że po takim śniadaniu będziecie się czuli naprawdę syci. 

Drugie śniadanie:



Jogurt naturalny z owocami (niestety musi być naturalny, każde inne są słodzone i niezdrowe po prostu). Najczęściej dodaję pokrojoną w kostkę pomarańczę lub banana. Ale świetnie sprawdza się kiwi czy jabłko. Czasem posypuję to musli. Taki deser przygotowuję wieczorem i do rana przechowuję w pojemniku, który potem zabieram do pracy. Jak obliczyłam zajmuję mi to przerwę reklamową:-) Ten deser jest bardzo sycący. Tylko nie posypujcie go cukrem! Można ewentualnie cynamonem.

Obiad:

Ponieważ jestem poza domem nawet 10 godzin, mój obiad musi dać się zjeść w pracy, gdzie nie mam możliwości podgrzania. Najczęściej jest to pierś z kurczaka w ziołach lub ryba z parowaru. Raz na jakiś czas piekę schab w piekarniku. Do tego zawsze przygotowuję sałatkę lub warzywa na parze. Tutaj mamy pole do popisu. Każdy może przygotować sobie takie sałatki jak lubi. Ja najczęściej za bazę mam sałatę pekińską lub lodową, do tego pomidor, ogórek zielony, rzodkiewka, kilka kropel oliwy i gotowe. Ale oczywiście można kombinować z mnóstwem innych warzyw. Najważniejsze, żeby nie polewać tego wszystkiego sosem. Oczywiście taki zestaw ląduje w pojemniku i jem go w pracy. Można również posiłkować się kaszą, np. gryczaną, ale najlepiej świeżo gotowaną i zjadaną na ciepło.

Dziś na obiad postawiłam na łososia, którego polałam kilkoma kroplami oliwy, doprawiłam solą i pieprzem, posypałam natką pietruszki i na 15 minut wstawiłam do piekarnika. ( w folii aluminiowej).





Podwieczorek:

Ponieważ nadal nie odczuwam głodu po obiedzie, to jest to zazwyczaj jabłko. Od kilku lat jem codziennie ten owoc.
Polecam też Wam pyszne musy owocowo - warzywne. Mój ulubiony składa się tylko z dwóch składników, ale smak jest nieziemski.
Wystarczy zblenderować 3 jabłka i natkę pietruszki. To bomba witaminowa, podobno bardzo dobrze działa też na cerę. 




Kolacja:

Muszę przyznać, że po wieczornym bieganiu bardzo często nie chcę mi się już jeść. Wtedy jem po prostu połówkę grapefruita. (Jeszcze niedawno posypywałam go cukrem. Jeśli jestem bardziej głodna, to ewentualnie jest to serek wiejski, do którego dodaję zioła, ogórka lub rzodkiewkę.

Wszystko co pokazałam na zdjęciach to zapis moich dzisiejszych posiłków. Jak widzicie jest kolorowo i smacznie:-)

Myślę, że  wszystko co napisałam to dobrze znane Wam rzeczy. W Internecie jest pełno poradników i wszelakich diet. Sama zastanawiałam się czy nie udać się do dietetyka, ale postanowiłam, że spróbuję sama.
Dietetyk, który kontroluje nasze postępy jest świetną mobilizacją. 
Najważniejsze, żeby przestać ciągle myśleć o tym co zjemy. Ja tak miałam na początku. W głowie ciągle planowałam posiłki i ciągle byłam przez to głodna. Teraz już tak nie jest. Działam mechanicznie. 

Jeszcze kilka porad:

- jeśli idziecie do restauracji zamówcie sałatkę albo mięso z sałatą. Ja jestem smakoszem ryb, dlatego dla mnie każde jedzenie na mieście oznacza jedzenie ryby. Coraz częściej restauracje proponują dania fit. Zrezygnujcie z pieczonych ziemniaków czy frytek!

- jeśli macie wielką ochotę na słodkie to niech to będzie jeden cukierek, a nie cały batonik. A najlepiej jeśli będzie to jednak owoc:-) Dziś uległam jednej belgijskiej czekoladce:-)

- nie rezygnujcie ze spotkań towarzyskich, tylko dlatego, że jesteście na diecie. Jeśli zapraszacie gości do siebie, to proponuję podać swoje dietetyczne jedzenie. Teraz jest tyle fantastycznych przepisów, że goście będą zaskoczeni. Wcale nie trzeba zawsze jeść tłusto!

- niech ostatni posiłek będzie na 3 godziny przed snem. To zasada, której przestrzegam bezwzględnie. Kładąc się spać czuję się lekko, śpię lepiej, a rano widzę coraz bardziej płaski brzuch:-)

-  starajcie się jeść o stałych porach.

Początki są trudne, pewnie będzie Wam brakować chleba, ale zapewniam Was, że już po tygodniu, góra dwóch przestaniecie odczuwać głód, a mniejsze porcje będą Wam wystarczać. Dopasujcie menu do siebie. Stwórzcie swoją indywidualną dietę, zależną od wykonywanego zawodu, trybu życia czy życia rodzinnego. Jeśli dla dzieci i męża gotujecie tradycyjny obiad, Wy zrezygnujcie po prostu z ziemniaków czy makaronu. Wsparcie najbliższych, którzy przy Was nie będą objadać się słodyczami jest niezbędne:-)

Świetną sytuacją jest kiedy ktoś z Waszego otoczenia jest również na diecie i razem dopingujecie się. Ja tak mam z Monique z bloga Home About. Wymieniamy się nawzajem radami, postępami i przepisami:-)



Trzymam za Was kciuki i proszę o to samo:-) 
Chętnie dowiem się, czy ktoś zdecydował się zrzucić parę kilo.

Najbliższe posty będą poświęcone daniom przygotowywanym w parowarze oraz bieganiu. Zapraszam! 

środa, 1 maja 2013

Nowe życie...:-)

Witajcie,

Wiem, wiem...całkiem przepadłam. Wciągnęło mnie po prostu życie. Małe i większe problemy, kłopoty w pracy, zdrowotne, wyjazdy...Ale jest jeszcze jedna rzecz, która zdominowała ostatni miesiąc. Jednego dnia zmieniłam praktycznie całkiem swój styl życia, a przede wszystkim żywienie, sposoby spędzania wolnego czasu, hobby itd. Wiele razy próbowałam się odchudzać, uprawiać sport, ale zapału wystarczało mi na góra kilka dni. Potem wracałam do starych nawyków. Coś się jednak zmieniło, jakaś wewnętrzna przemiana nastąpiła i już równo miesiąc wszystko wygląda inaczej:-) Wiem o tym, że po prostu trzeba do pewnych rzeczy dojrzeć i nic na siłę. Czasem sama siebie nie poznaję. 

Postanowiłam podzielić się z Wami tym co teraz robię, może ktoś się zainspiruje:-) Dlatego następne posty podzielę tematycznie na dietę, w tym przepisy, polecane produkty,  sport (!) i także psychologię, czyli jak zacząć, jak znaleźć w sobie motywację. Jeżeli jesteście zainteresowani, to chętnie dowiem się o tym w komentarzu:-) Dziś tylko mały wstęp, bo muszę zrobić zdjęcia, przygotować przepisy, opisać itd. 



To jest moje drugie śniadanie, które zawsze w pudełku zabieram do pracy. Jogurt naturalny plus owoce. Tutaj pełna dowolność. Ja najczęściej wybieram pomarańcze i banany.  Jak wspomniałam poświęcę temu tematowi osobny post. 

Najważniejsze zmiany, które wprowadziłam w swoje życie:

1. Dieta - 2 kg mniej:-)) Cel - 10 kg.
2. Codzienne ćwiczenia w domu - ok. 40 minut.
- piłka
- brzuszki
- rowerek
3. Bieganie - to chyba największy przełom. Bowiem to ostatnia rzecz, którą lubiłam na lekcjach wf. Znalazłam jednak dla siebie idealny trening i  biegam! Wszystko oczywiście opiszę jak zacząć, żeby się nie zniechęcić i nie czuć złych skutków przez cały dzień. Cel - przebiec 30 min bez przerwy:-) 
4. I to na co czekam najbardziej - rower:-) Dostałam go w prezencie od męża na 5 rocznicę ślubu. Liczyłam, że przesyłka dotrze przed majówką, jednak nie udało się. Zamierzamy wybierać się na krótsze i dłuższe wycieczki rowerowe. Poniżej model jaki wybrałam.
5. W planach - regularny basen.


Dopiero teraz postanowiłam napisać taki post, bo dałam sobie miesiąc próby. Czy wytrzymam, czy nie poddam się jak zwykle po dwóch dniach. Udało się:-) A najważniejsze, że nie myślę o tym cały czas, tylko po prostu robię:-)Plusy, które już widzę - to oprócz utraty zbędnych kg, przede wszystkim "lżejsze" samopoczucie, lepsza kondycja i  brak poczucia marnowania wolnego czasu. Poza tym skoro, tyle się udało, to uda się jeszcze wiele innych rzeczy:-)

Czy takie tematy na blogu Was zainteresują?

p.s.1. wnętrzarsko też będzie:-)
p.s.2.mam tyle zaległości u Was, że nie wiem kiedy nadrobię..:-((

pozdrawiam ciepło!
Ola