
Sama nie wiem od czego zacząć...Tak jak pisałam ostatnio mam problemy w pracy, zapadły niestety bardzo złe decyzje, gdzieś tam na górze władzy i my, czyli uczniowie i nauczyciele musimy ponieść tego konsekwencje. To już nieodwołalne i chyba nie ma co rozpamiętywać. Biorę jednak sobie do serca słowa madziki, że czasem złe jest początkiem dobrego i może warto jednak przeczekać i doczekać się lepszego? Zobaczymy!
Jakby tego wszystkiego było mało, chyba ze stresu zachorowałam. Już od dłuższego czasu nie byłam całkiem zdrowa, jednak teraz już całkiem mnie rozłożyło. I 1 listopada zamiast odwiedzać groby swoich bliskich leżałam w łóżku. Oczywiście do pracy pójść musiałam. Wróciłam właśnie od lekarza, z kolejnej wizyty i kolejny antybiotyk:( A jutro mam zjazd na studiach podyplomowych, trzymajcie kciuki,żebym jakoś te 12 godzin wysiedziała...Tak! 12 godzin w sobotę i 9 w niedzielę.
Ciężko mi również było ostatnio cokolwiek zrobić, dlatego dziś nic z moich wypocin nie będzie. Obiecuję jednak, że w następnym poście na pewno pokażę mój świąteczny projekt, który już prawie, prawie ukończony.
No właśnie, na blogach już atmosfera świąteczna się zrobiła, ja też coś nie coś pokazałam. Pogoda jednak za oknem typowo jesienna, dlatego dziś u mnie również jesiennie. Na poprawę nastroju zrobiłam sobie smażone jabłka z cynamonem, według przepisu
Agi z Herbaciarni. Pychotka!


Mój nowy ptaszek:) To była miłość od pierwszego wejrzenia!

Upiekłam też cynamonowe ciasteczka...


A na poprawę humoru, mój lasek w zeszłym tygodniu, kiedy jeszcze piękne słońce świeciło...bo dziś deszcze i wiatr za oknem...

Życzę wszystkim miłego weekendu!